Wstęp fabularny

 

Mija kolejny dzień naszej niekończącej się podróży - wędrujemy tak od kilkunastu miesięcy. Albo lat. Już chyba nikt nie pamięta, kiedy to wszystko się zaczęło i dlaczego Papież Demokracji wybrał właśnie nas - grupkę nic nie znaczących ludzi, którzy zamieszkiwali kiedyś miasto... a właśnie, jak ono się nazywało?

 

Przez ten czas wielu z nas zmarło od chorób, radiacji czy słońca, wielu pożarły mutanty, ale także dołączyli do nas inni podróżnicy - czasem byli to samotni wędrowcy, a czasem całe grupy. Teraz jesteśmy jedną wielką rodziną idącą przez niebezpieczne tereny, na których roi się od przerażającyh stworzeń, z nadzieją, że kiedyś uda nam się dotrzeć przez ziemię jałową do nowej ziemi świętej, gdzie będziemy mogli wreszcie spocząć i zacząć normalnie żyć.

 

Świat poszedł naprzód - i my też staramy brnąć się do przodu nie zważając na zmęczenie czy na coraz większe zobojętnienie. Wielu z nas zapewne nigdy nie dotrwa, aby zobaczyć docelowe miejsce naszej podróży - ale idą dalej, bardziej z przywyczajenia i niesieni przez tłum. Papież pokrzepia nas co jakiś czas mowami i obietnicami, obietnicami, które dla wielu z nas są jedynym, co jeszcze trzyma ich jeszcze przy zdrowych zmysłach.

 

Dni bywają czasami niepokojąco długie - wydaje się, jakby słońce zatrzymywało się w zenicie na kilka godzin, i tak czekało, aby powalić swym żarem jak najwięcej stworzeń. Tak jakby chciało złożyć dar dla wypalonych i jałowych ziem, po których z takim trudem i poświęceniem stąpamy. Ktoś by powiedział, że podróż w takim upale to szaleństwo, ale tylko w dzień można czuć się tutaj stosunkowo bezpiecznie, a zachodzące za horyzontem promienie wzbudzają we mnie za każdym razem niepokój.

 

Nocami zdarza się, że ludzie z obrzeży obozów rozbitych na postój zaczynają znikać - nie pozostaje po nich żaden ślad, a cały ich dobytek wygląda, jakby został porzucony. Coś czai się w mroku i nie pozwala o sobie zapomnieć. Czasami sam w nocy nie mogę zasnąć, bojąc się o własne życie, a jednocześnie trzymając się nadziei, że to już może kilka dni, kilka godzin i to mityczne miasto stanie przed nami otworem; że tak, jak w opowieściach będziemy mogli wreszcie wszyscy żyć godnie i dostatnio w Dogan - mieście, które jest ostatnią ostoją cywilizacji w tej części Ziem Jałowych.