29 lipca, 2025

Zajawka: Strefy

Dzień Y (nie liczyłem)

A mówiłem, a ostrzegałem, ale kto by mnie słuchał? Na pewno nie tych trzech cwaniaków, którzy to postanowili się wybrać do lasu. Powód? Podobno jeden z nich zobaczył jakieś ruiny przez lornetkę to i pomyślał, że pewnie jakieś ciekawe fanty można tam znaleźć. W końcu było to przecież dość blisko, więc co się niby mogło stać. Rezultat? Trzech wyszło, a jeden ledwo wrócił porośnięty jakimś szarozielonym paskudztwem z jednej strony. Aha – sądził również, że z powrotem tak do miasta wejdzie! Trzeba go było odstrzelić niezwłocznie, a później jeszcze oblać naftą i podpalić, tylko że nikt nie chciał tak blisko podejść. Trzeba było zrobić losowanie. Sądzę zresztą, że ta pozostała dwójka, która umarła (podobno w straszliwych męczarniach) miała i tak więcej szczęścia, niż ten, co wrócił.

Te eleganckie ludzie z różnych korporacjów to od początku mówili, że tu w ogóle nie powinno się dać wyżyć i że za cholerę nie ogarniają już nawet nie tego, skąd się tu nagle Dogan wzięło, ale czemu nie pozdychaliśmy tu wszyscy od razu od złego powietrza, wody i wszelkiego paskudztwa. Opakowali to wszystko w wiele ładnych słów, porozkładali jakieś maszyny pomiarowe, patrzyli w ekrany, drapali się po głowie i w końcu wzruszyli ramionami. Oznaczyli różne miejsca jako „bardzo zatrute”, „trochę mniej zatrute” i „prawie da się żyć”. Zostawili również jeden aparat do pomiarów u miejscowego golibrody, po czym się zawinęli.

Czemu u golibrody? Bo to taki trochę mechanik-amator. Zbierał zawsze stare śmieci i składał z nich różne
różności, co to czasem nawet przez chwilę działały, aczkolwiek rzadkim to było zjawiskiem. Tak czy owak, jakoś tam do korporacjów zagadał i dostał sprzęt pod opiekę. Sama maszyna jest spora i schowana gdzieś w mieście, a Golarz nosi przy sobie taki mały dynks, co to pokazuje, gdzie lepiej nie wchodzić, żeby płuc nie wyrzygać. Oprócz tego zawsze chętnie zajrzy do środka jakiejś maszynki (najchętniej takiej, co to wygląda, jakby można z nią było pogadać). Niekiedy coś naprawi, czasem poprawi, ale zawsze trzeba uważać, żeby nie podebrał częścido czegoś, co akurat sobie w wolnym czasie składa.

Korporanty zachęcają do oczyszczania okolicy ze skażenia, bo podobno Dogan jest bardzo cenne pod
kątem wydobycia jakiegoś surowca, ale same nieszczególnie palą się, by tam ludzi wysyłać lub w to jakoś dużo inwestować. Jak to mówią - budżet kwartalny projektu nie chce się spiąć, a margines przy takim potencjalnym stosunku zysków do strat zwyczajnie się nie „karkuluje”, czy jakoś tak. To znaczy, że się może nie zwrócić. Jakby natomiast udało się rozszerzyć te one, te strefy wpływów, to może i by mogli tym pieniądzem sypnąć.

Póki co jednak nikt groszem nie sypie ani nie śmierdzi (a jak już, to wyłącznie czymś zupełnie innym), zaś
w samym mieście, choć niby żyć się da, to średnio jest z czego. Wody coraz mniej, aż ostatnio piwo na kartki zaczęli sprzedawać. Że niby trzy na głowę dziennie?! Absurd. Żreć też za bardzo nie ma co, bo tyle, co akurat na grządkach wyrośnie to jest nic na taką masę luda. Ziarna pod zasiew niby trochę jest, ale wysiać nie ma gdzie. Wyjdzie na to, że w końcu zeżremy i to, a potem to już chyba tylko tynk ze ściany. No i, żeby nie było tak prosto, to zeżremy go po ciemku, bo paliwa do generatorów również mamy coraz mniej (ale zaskoczenie!). Elektrykę już powoli nam zaczęli wyłączać, a wiecie, jak się siedzi w barze, gdy nie ma co pić, co jeść i nawet w karty grać nie można, bo gówno widać? Otóż do dupy. Do dupy się tak siedzi.

No i co, no i miało być fajnie, a jak jest – każdy widzi. Gdyby nie ten ojciec Callahan, to by już wszystkim
się na dobre odechciało. Skąd ten chłop ma tyle pary w sobie, to ja nie wiem. To znaczy wiem - jak silnik na benzynę, tak Callahan chodzi na bimber. Mógłby nie jeść i nie spać, ale póki ma co wypić, to idzie jak burza i nawet drugich za sobą pociągnie. Jak już robi się paskudnie (tak jak wtedy, gdy paru gnojków się skrzyknęło, zabarykadowało z zakładnikami w Pimpusiu i kazało sobie resztę żarcia przynieść, bo inaczej po kolei wszystkim łby pourzynają), to warto mieć ojczulka po swojej stronie. Paru chłopaków poustawiał na rogach, a sam urwał sztachetę z płotu, schował za pazuchę i poszedł zanieść zbójom Słowo Boże. Łomot i okazjonalne „Deus Vult!” aż echem szło, coś pięknego! Jeśli kto zagrzeje ludzi do szukania sposobu „jak czynić sobie ziemię poddaną”, to tylko on. Byle tylko coś z tego wyszło, zanim zabraknie wody do pędzenia bimbru, bo będzie źle…

Oprócz o. Callahana jest jeszcze jedna… osoba, która myślę, że może pomóc w ogarnięciu tego bajzlu.
Tylko czy zechce? Trudno powiedzieć. Mówią na niego, czy też na nią (no wybaczta ludzie, ja nie wiem, to jest naprawdę cholernie dziwne) Mord. Mordę. Mordred? A może Modre… Że niby niebieskie? Nie nosi się na niebiesko a mordę ma (jak każdy z nas), choć dosyć… dziwną, i dziwnie mówi, bo zawsze w liczbie mnogiej, to ci dopiero! Ja już dawno bym się na jego miejscu pogubił. A, mówił żem już, że nie wszyscy się z nami przenieśli z Dogan, prawda? No, to tu jest jakby odwrotnie. Te całe Modre na pewno nie przeniosło się razem z nami. Zapamiętałbym takiego kogoś. Czym się zajmuje? Jest to w sumie trochę handlarz, acz bardziej, niż towarami, handluje usługami. To znaczy przysługami. Załatwia różne rzeczy, co to, wydawałoby się, są nie do zdobycia. Ogarnia rzeczy nie do ogarnięcia. Może wpadnie na sposób, jak przejść przez skażenie? W sumie mówią, że przyszło to coś do miasta z zewnątrz, niedługo po tym, jak żeśmy się przenieśli. Ten i ów to widział. Ale czy to ludziom wierzyć można? Jeden twierdzi, że widział, jak Mord wychodzi z kokonu albo łapie robactwo i je zjada. Jak ogniem z dupy zieje i po wodzie chodzi. Gówno tam po wodzie chodzi… Jeśli jednak załatwia rzeczy nieogarnialne, to może da radę nam pomóc?

7 lutego, 2025

Start drugiej tury biletów

Howdy!

Czy, tak samo jak my, tęsknicie za ciepłym słońcem Wastelandu? Prażeniu się przed Saloonem wśród tych wszystkich wylansowanych na maksa osób? Gdzieś w oddali słychać radosne wycie Rocket Dogsów, miły pan z iCzysto dba choć o pozory porządku w tym świecie, a z głośników... no właśnie, nie wiemy czy się cieszyć czy nie, ale zdaje się słychać Michalinę Messler. Ach, tak się rozmarzyliśmy, że jakby się zapomniało o co miało chodzić.

Ekhm! Druga tura się rozpoczęła, kosztuje 480 zł i trwać będzie aż do 1 czerwca.
Radzimy jednak nie czekać do ostatniej chwili i zamawiać bilety, póki gorące.

Tradycyjnie - co wpisać w tytule przelewu, numer konta i wszelkie szczegóły znajdziecie tu  https://ziemiejalowe.pl/info.

15 stycznia, 2025

Koniec pierwszej tury

Coś się kończy, by coś się zacząć mogło.

Ano, w tym przypadku kończymy dziś pierwszą turę biletów!

🔥

Szybko zleciało, nie? Tak jakby czas leciał jakoś inaczej ostatnio...

Jeszcze do końca tego dnia możecie kupować bilety w cenie 380 zł

✨

Wszelkie potrzebne szczegóły znajdziecie tu

➡️

https://ziemiejalowe.pl/przedplaty

7 stycznia, 2025

Ruszamy z XV edycją Ziem Jałowych

jedynego konwentu, który odbywa się nieprzerwanie od piętnastu lat (jako jedyni mieliśmy nawet edycję w 2020).

Zapraszamy Was, bo robimy go właśnie dla Was! ☢️

Dziś startujemy z przedpłatami. Będziecie mieli okazję kupić bilety w 3 turach, im wcześniej tym lepiej! Poniżej możecie zapoznać się z cenami i datami wszystkich tur. Do 15 stycznia przyszłego roku będzie trwać 1 tura.

💥 1 tura biletów 12.11.2024 - 15.01.2025 380 zł

💥 2 tura biletów 16.01.2025 - 23.06.2025 480 zł

💥 3 tura biletów 24.06.2025 - 24.08.2025 580 zł

💥 bilet kupiony na miejscu 680 zł

Konto do wpłat i wszystkie potrzebne informacje znajdziecie na ziemiejalowe.pl/info

Co macie gwarantowane na Ziemiach Jałowych?

🌵 Kilkudniowego immersyjnego LARPa w świecie będącym skrzyżowaniem postapokalipsy i westernu oraz cyberpunka – w uniwersum Mrocznej Wieży. Barwne postacie, ciekawe questy, emocje i nagłe zwroty fabuły. Intryga i akcja w sandboxowym wydaniu – w żyjącym miasteczku jest sporo miejsca na inwencję twórczą graczy. Dajemy Ci wszystkie narzędzia, a Ty wciel się w kogo chcesz i odegraj to najlepiej jak umiesz.

🔥 Imprezy, których nie da się opisać. Serio. Na ZiemioJałowej bawce po prostu trzeba być, a znajomi i tak nie uwierzą w połowę Twoich opowieści. Niezapomniane hity z kolonii, pizgory i Stachursky. Szał, tańce na beczkach i piszczące kowbojki! Aha, i gołe klaty.

✨ Weekendową część konwentowo programową. Konkursy, prelekcje, pokazy, warsztaty – zwyczajne i nietuzinkowe. A jeśli czegoś brakuje, masz niecodzienny pomysł – możesz go zrealizować! Chętnie pomożemy.

🎲 Niesamowita ilość nagród do wygrania, zarówno za odgrywanie na LARPie, za stroje; jak i w konkursach podczas konwentówki. Co roku mamy książki, planszówki, sprzęt turystyczny, repliki nerf, otuliniaki, vouchery na tatuaże, programy treningowe, craftowe przedmioty i biżuterię... a i tak pewnie o czymś zapomnieliśmy! Wystarczy tylko chcieć, a wyjedziesz od nas z garścią fantów!

🎇 Niespodziewane sytuacje. Nie wiemy jakie spontaniczne akcje pojawią sie w tym roku. Wychodzisz za budynek a tam Wyścigi szczurów? Palenie czarownicy? Turniej malarski? Walki magów? Pojedynki rewolwerowców? Jam session? A może pojedynek chrześcijańskich raperów? Coś będzie na pewno. Może to Ty zasłyniesz ze zorganizowania tego planu o którym marzysz od lat, ale nigdy nie było okazji? Takiego, który wszyscy będą wspominać wele lat później i za który będą Ci stawiać piwo w barze?

🎶 Koncerty na żywo – mamy lokacje, mamy nagłośnienie, mamy lasery, dymy, mamy ekipę... i wszystko czego potrzeba. Koncert na konwencie postapo to niesamowite przeżycie.

🍕 Strefa gastro na miejscu. Szybko, smacznie, klimatycznie i niedrogo, tak jak w zeszłym roku – spytaj kogokolwiek, na pewno polecą!

💪 Znajomości. Ludzie tutaj są nietuzinkowi, nie jakieś podrabiańce. Każdy jest ciekawy, coś ich tu przecież ściągnęło. Czy szukasz nerdowych rozkmin, rozmów o literaturze, czy czegoś innego... tu poznasz zapaleńców i załapiesz kontakty na lata!

🏆 Turniej juggera. Ten sport ma coś w sobie. Wolisz oglądać krew i pot postapokaliptycznych gladiatorów, czy sam zostaniesz jednym z nich?

⛺️ Pole namiotowe i parking bardzo blisko głównych atrakcji.

🏕 Do dyspozycji pełne zaplecze campingowe: dostęp do tojek, pryszniców, wody, prąd do załadowania komórki, kuchenka gazowa, śmietniki.

4 grudnia, 2024

Dogan przetrwało.

Przynajmniej w jakiejś formie...

Armii Maerlyna nie dało się pokonać. Bezradność jest jednak matką wynalazku, a na Jałowych Ziemiach nie da się przetrwać bez tej odrobiny szaleństwa zwanego nadzieją.

Dzięki starożytnej wierze i jej Wybrańcowi,

dzięki poświęceniu i krwi wojowników,

dzięki intuicji i sprytowi balansującym na granicy szarlataństwa

oraz mocy samego V8 - udało się. Ucieczka.

W ostatnim momencie miasteczko zostało wyrwane z posad rzeczywistości i przeniesione.

Tylko gdzie?

Wprowadzone, zagadkowe koordynaty miały opisywać opuszczony kombinat wydobywczy, choć wyświetlacz uparcie wyświetlał słowo "Zgorzel". Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem – drobne błędy przy procedurze doprowadziły do utraty spójności całego układu, w wyniku czego niektórzy nie dotarli na miejsce. Ci najsilniejsi, którym się udało, przetarli oczy ze zdumienia i zrobili to, co potrafili najlepiej. Przetrwali.

Nadpisanie rzeczywistości nie było możliwe. Dogan nie zastąpiło Zgorzel, a zlało się z nim tworząc zupełnie nowy horyzont…

Witajcie na Planecie Zgorzel!