Wstęp fabularny

Zapraszamy do zapoznania się ze wstępem fabularnym w formie odręcznie pisanych listów.

Bądź skorzystania z tekstu poniżej. Ale o wiele bardziej polecamy listy z klimatem!

 

 


 

 Kochana Elizabeth
 

   Zacznem od tego, że tęskniem do Ciebie niemiłosiernie. Przyjedź do mnie, błagam. To miasto jest bezpieczne, jest tu woda, jest światło, jest muzyka, co jom tak kochasz. Przyejdźe na południe! Ja siem też uczę dalej grać na banjo, przyjedź, a tak Ci zagram... och, jak ja Ci zagram. Zadomowiłem siem już. Mam prace dorywcze, mogę sprzątać i nosić picie w barze. Jest tu i arena i kino i pełno ludzi! I nawet radio! Pani ładnych dużo, ale żadna nie jest ładniejsza niż Twoje spojrzenie o świcie, po nocy w tej szopie, co sama wiesz. Przekonaj łojca, jedźćie wszyscy, damy radę. Jak bendom chcieli to ja zarobię i wam wyślę eskortę, ponoć jes niebespiecznie, koniecznie eskortę, coby siem wam nic nie stało. Nie wybaczyłbym se.
 

   Miasto jest naprawde pienkne. Taki stary duży stary budynek na całe miasto zmienili. Na górze mjasta są tacy Gibsonnicy i oni mówią, co jest dobre, a reszta słucha. I nie martwcie się, bo dobrze mówią i dbają o ludzi. I są też tacy co pilnują tego porzondku, także niema siem co bać. Pojedynki som kontrolowane, a jakby ktoś w emocjach podniósł dwururę na innego to go zastrzeli działko, także nikt się niema co bać. Wszystko sterowane komputerem, takim jak do gier miałaś, tylko mondrzejszym. Nazywa siem Kassadauk i go majom za burmiszcza, ale to tak z uprzejmości chyba.
 

   Jest jeszcze miasto na dole, pod tym normalnym. Mówiom na nie Gangrena, ale to zwykły odpad i ściek. Tam mieszkajom Ci, co im nie idzie pracowanie, albo takie cfaniaczki co lepiej bez psa nie rozmawiać. Właśnie! Zabierz Rusty, będzie tu miała życie. Jak nie pozwolisz to Cię nikt nie ruszy a bendem o twe łono spokojniejszy. Ale resztem zwierzont to zabijcie najlepiej i na handel sprzedamy barowi na mienso. Bendom pieniądze i będzie za co zaczonć życia dla rodzinki. Som tu fundusze na rozwój, to jak ktoś chce zakładać biznesa to może, to przekaż tacie.
 

   Pozdrów kochana moją tate i mame i ciocie Lunif i starszego Billa i Fergie i Lanca i Luca i Betsy i Marie-Ann i pana Darby i babe Johnson i wszystkich. Odpisz mi listem,  możesz powiedzieć panu listonoszowi, a on zapisze i Ci odczyta czy dobrze zapisał. Odpisz mi, jaka decyzja, przekonaj najsam przód wszystkich. Listonosz ma zapłacone, że dzień poczeka, nakarmcie go tam dobrze. Jak tylko do mnie dotrze Tfoja odpowiedź to zbieram na eskortę więc bondźcie gotowi do drogi. Listonosz wam powie ile zajmie droga, bo on to wie.
 

   Czekam na Ciebie ukochana Elizabeth. Nie wiesz nawet, ile rzeczy muszę Ci pokazać. Założymy tu dom. Uwierz mi, błagam, przekonaj ich.
 

  Na zawsze Twój, Tommy.
 

 


 

   Vince,
 

   Jestem w Zgorzel, na południe od Topeki. Odkryłem żyłę złota, stary. Ale po kolei.
 

   Potrzebuję Cię do pomocy przy systemach tego miasta, staaary... to jest jakiś kosmos, co tu się działo. Wszystkim tym zawiaduje jedna maszyna, taka  inteligentna maszyna. Oni jej tu nadali imię i ją chyba trochę traktują jak człowieka, także jak coś to uważaj. Kassadauk – bo tak go nazywają – potrzebuje serwisowania, ale możliwości ma takie, że Ci oko zbieleje. Jeden system ogarnia automatyczne działka, odprowadzanie śmieci, wentylacje, spis ludności, monitoring zagrożeń... ja to mam wrażenie, że nie dotarliśmy nawet do połowy tego, co ten shit tutaj ogarnia. Dlatego potrzebuję Ciebie, kolego. Pakuj dupson, tam masz może dobrze, ale tu możesz więcej. Stary. Dużo więcej.
 

   Samo miasto... no, ma problemy, ale spoko, gdzie ich nie ma. Takiego dużego to w sumie nie widziałem nigdzie na południu. Wiesz, pomaga tu to, że wszystko jest w jednym budynku. Wszystko masz blisko. I masz i mechaników i lekarzy. Masz bar, masz kino, kasyno, co chcesz. Ogólnie to miasto się dzieli na dwie części, u góry część pokazowa, na dole slumsy. U góry masz władzę religijną, ale typy są rozsądne. Zajęli miasto i podyktowali warunki, a my tu na dole dalej mamy swoje.
 

   Siedzę na dole i razem z resztą technoświrów ogarniamy głównie tego Kassadauka no i VR. Wiesz co to? Pozwala nam zarobić... nie dziwię się w sumie tym ludziom. Zakładasz okulary i jesteś gdzie chcesz. Możesz przeżyć pornola, wycieczkę po dnie oceanu, albo arię operze, tak - w pieprzonej operze. Stary, nie zapomnisz tego do końca życia! Niemal jakbyś tam był. Możesz się oderwać od prozy życia i oni to robią. Nałogowo. Czasem trochę smutno patrzeć na te odklejone mordy, które trzeba zwlekać z fotela, nie ogarniają... ale to tylko zarobkowo. Zresztą pokażę Ci przecież. Sam wiesz, że wszystko trzeba umieć brać i dawkować.
 

   Przyjedź na południe Vince, potrzebuję Cię! Mam głębokie wrażenie, że to miasto ma do zaoferowania więcej niż ja jestem w stanie odkryć. No i napijemy się. Tylko zabierz się z dobrze opancerzoną karawaną, bo zamykają się tutaj od strony pustkowi, ponoć mutków dużo.
 

Ogarnij się, Vince,
 

Morty
 

 


Dzień 284
No więc dzisiaj udało mi się upolować królika! Tak, królika! Taki smaczny, nie to co te łykowate jaszczurki! Wokół jest pełno zwierzyny, zawsze tak jest jak rozbijam nowe obozowisko.

 

Dzień 288
Widziałem dzisiaj karawanę. Nie zauważyli mnie, a ja ich nie ostrzegłem. Czy dobrze zrobiłem?

 

Dzień 290
Czuję, że moje demony odeszły, nie widziałem żadnych śladów od wielu, wielu dni... Dzisiaj jest o wiele cieplej niż wczoraj, może wkrótce nadejdzie odwilż?

 

Dzień 209
Zaczął mi przeciekać rondelek, jakbym jeszcze mało miał problemów. Połowa wody wylewa się zanim zdążę ją ugotować. Dobrze, że na razie jest śnieg, ale trzeba będzie się rozejrzeć za nowym naczyniem.
Czuję, że się zbliża. Czuję to. W kościach, w mięśniach... Nie chcę go już nigdy więcej... (reszta zapisu tego dnia została spalona...)

 

Dzień 255
Znowu musiałem uciekać. Siedziałem cicho, schowałem się po prostu na drzewie i... WIDZIAŁEM GO. WIDZIAŁEM GO.

 

Dzień 256
Znowu musiałem uciekać. Znowu musiałem uciekać. Rozłożyłem sięna jakimś gruzowisku i poznałem nowego kolegę, ale on jest drzewem. Jeszcze nigdy nie rozmawiałem z takim sympatycznym drzewem. Czy tracę zmysły?
Czuję, że mnie nawołuje, ale nie używa do tego słów. Nie używa do tego słów, rozumiesz? NIE UŻYWA DO TEGO SŁÓWWWW (reszta notatki z tego dnia jest nieczytelna)

 

Dzień 295
W nocy schowam kosztowności pod kamieniem na wschód od ogniska, nigdy nie wiadomo kto się przypałęta. Wiem, że Bóg Pustkowi wolałby moją duszę, ale mało to jest złoczyńców? Poza tym zawsze mogę tu wrócić. Już raz straciłem ten przepiękny zegarek... Wróciłem do ogniska, a ono... (tu tekst również się urywa, kolejny spalony fragment)

 

Dzień 291
Jasper mnie ostrzega i nie lubi obcych. Najwyraźniej. Mówi też, że mnie polubił, chociaż wolałby, żebym też został drzewem. Czy Bóg atakuje drzewa? Czy można stać się drzewem?

 

Dzień 295
Pozastawiałem sidła, jest spokojnie, pojawiła się zwierzyna. Nawet rondelek mniej przecieka. Czuję, że będzie dobrze, tylko mam te dziwne bóle głowy. Ale to nic nie szkodzi, wieczorem Jasper da mi coś na migrenę.

 

Dzień 300
Przyszli, słychać ich było z daleka, nie słuchali mnie, NIE SŁUCHALI! Ale mają jedzenie, prawdziwe jedzenie. Ponoć to jakaś pielgrzymka. Pozwoliłem im zostać na noc. Obserwuję ich, a oni mnie. Mają mnie - teraz będzie zabawnie - ZA JAKIEGOŚ SZALEŃCA. I pokładają wiarę w tego swojego gibsona. Nie zdają sobie sprawy, nie zdają sobie sprawy, że to właśnie Bóg Postkowi rozbił w pył te jego kapliczkę. Nawet o tym wspomniałem, ale nie słuchają mnie. Za to sali mi jedzenie. Od miesięcy nie miałem takiej uczty. 

 

Dzień 301
W nocy przyszedł Rogaty Bóg Pustkowii. Zabrał prawie wszystkich, nie słuchali mnie, mieli być cicho, nie słuchali mnie, mówiłem, że mają być cicho, nie słuchali mnie, CZEMU MNIE OSZCZĘDZIŁ? CZEMU MNIE OSZCZĘDZIŁEŚ????

 

Dzień 319
Przyszedł Listonosz, to taki człowiek co nosi listy. Teraz śpi, czuję się bezpiecznie. Oszczędził mnie, teraz mogę wrócić do cywilizacji!!!

 

 

Luna zwiesiła głowę. Listy które przeczytała były radosne, jednak ona nie. Nie dotrą już do adresatów. Ona ich nie zabierze. Luna nigdy nie zabierała listów. Uważała, że są osobiste, a przekazane komuś zyskują drugą świętość. To samo z pamiętnikiem...

Rozwleczone po okolicy zwłoki listonosza (to przy nim była torba) i zapuszczonego wędrowca mocno psuły krajobraz suchych traw skąpanych w świetle zachodu słońca. Popsuło to Lunie humor. Nie, żeby była radosna wcześniej - nie znalazła jedzenia - lecz teraz jej nastrój uległ dalszemu pogorszeniu. Krzyknęła ptasim zaśpiewem jastrzębia, strząsnęła głową pokrytą piórami, jakby próbując oddać ziemi całe swoje współczucie, po czym pobiegła dalej. W kierunku Zgorzel.