Vera miała pecha - opowiadanie

Vera miała pecha. Cały dzień wszystko się jej knociło, wcale nie w żaden zabawny sposób. I to właśnie dzisiaj! W dzień randki z Don Carlosem. Tak, właśnie nim. Bogatym, bajecznie szlacheckim Carlosem.  I co z tego że włosy mu już prawie całkiem wyleciały i nosił perukę, która wyglądała jakby sam ją upolował? I co z tego, że brak włosów nadrabiał wąsiskami wiecznie wyczernionymi pastą do butów? I co, że mógłby zabijać gołębie strzelając do nich guzikami od marynarki, wystarczy że na sekundę  przestałby wciągać brzuch? Verze nic tak nie przeszkadzało, by przyćmić wizję prawdziwej miłości do dostatku i pieniędzy amanta. Widziała wiele dziewczyn kończących swą krótką przygodę w burdelu czy  narkotykowym transie. To nie dla niej, wystarczyła jedna krótka wizyta w tym świecie jak ze snu. Jeśli tak wygląda życie szlachty… podjęła decyzję, że dostanie się tam za wszelką cenę. Że też wszystko musi się pierniczyć właśnie dzisiaj. Najpierw w trakcie kąpieli przestała nagle lecieć woda, przez co namydlona i wściekła musiała nieporadnie się ubrań i dokończyć mycie w wodzie z baniaka. Straciła w ten sposób mnóstwo czasu. To jeszcze nic! Później, jak się doprowadziła do stanu używalności… system wentylacji na korytarzu nawalił i wypchnął wprost na nią całe kłęby kurzu i gnijącego syfu. Fantastycznie. Nie została jednak na długo taka umorusana, ponieważ kiedy przechodziła obok zbiornika na deszczówkę nagle włączyła się taka ogłuszająca syrena ostrzegawcza, światło zgasło, a dziewczyna z głośnym wrzaskiem runęła do wody. Kiedy światło wreszcie się zapaliło było już zbyt późno żeby zdążyć doprowadzić się do porządku przed randką. Vera nie wiedziała, że jej upokarzające wypadki ktoś zauważył. Obserwujący to wszystko na jednym z licznych monitorów rozsianych po całym mieście chłopak zachichotał z uciechą. Zaraz potem zapisał co najmniej 20 zrzutów ekranów dokumentujących jak zgrabna Vera wygrzebuje się ze zbiornika z wodą w nieprzyzwoicie mokrym ubraniu. Zanim zdążyła opuścić pomieszczenie pliki były już zaszyfrowane i bezpieczne. Wiedział, co zrobi dziewczyna, och, ta słodka istota nie miała pojęcia, ile o niej wie jej cichy wielbiciel. Ile razy jej pomógł… ile razy nie dopuścił, by się zmarnowała, by oddała duszę za kawałek szmaty i łyk drogiego alkoholu. Teraz Vera będzie zmuszona porozmawiać z Don Carlosem przez system VR, żeby nie pokazywać się mu na oczy. A to oznacza... że tu przyjdzie, na dół, do niego, młodego, pomocnego obsługanta. Ta myśl sprawiła, że  zrobiło mu się nagle bardzo, bardzo ciepło.

-Może Cię zmienić, Len? - głos Molly sprawił, że chłopak niemalże podskoczył. Co tu robi ta cholerna, wścibska...

-Niee, spoko, Molly, nie skończyłem konserwacji wentylacji. - odpowiedział starając się nie brzmieć na tak wkurzonego, jak był. Zaraz przyjdzie Vera, niechże ta Molly już sobie idzie.

-Noo.. tak się wiesz, zastanawiałam... co tam się ciągle tak psuje, że musisz tak długo to sprawdzać? - nie ustępowała wytatuowana blondyna z kpiącą miną.

-Jakbym wiedział, to bym naprawił na stałe, nie? - prawie już warknął Len.

-Tak się droczę tylko, dziadu zgryźliwy – odszczeknęła mu Molly i wyszła. Nie dość jednak późno, żeby nie minąć w drzwiach Very, na co zatrzymała się, oparła i futrynę i wybuchnęła gromkim śmiechem. Już po chwili cała zapłakana od śmiechu siedziała w kanciapie i popijając z podejrzanie wyglądającej, zakurzonej butli robiła to, co lubiła najbardziej. Włamywała się Lennemu na komputer. Nie był zły jak idzie o zabezpieczenia, ale Molly wierzyła, że jak się bardzo potrzebuje pieniędzy, to do każdego da się włamać. Wystarczy trochę cierpliwości, to będzie soczysty szantaż...

 

Foto: OKIEM KRUKA